Ocalona od ognia – świadectwo Magdy

Nazywam się Magda. Do 15-ego roku życia wychowywałam się w rodzinie patologicznej.
Mój tata praktycznie odkąd tylko pamiętam nadużywał alkoholu, a mama żyła w ciągłym poczuciu niskiej wartości, jako kobieta. Kiedy skończyła 43 lata nie wytrzymała i znalazła sobie kochanka o wiele lat młodszego od niej.
W domu doszło do tragedii. Ojciec pod wpływem amoku alkoholowego pewnego wieczoru wrócił do domu z kanistrem benzyny, oblał benzyną mamę, jej kochanka i pokój, w którym przebywali, a następnie podpalił i uciekł. Mama zmarła po 19 dniach pobytu w szpitalu. Ojca prosto ze szpitala zabrała policja (ponieważ też uległ poparzeniom). Ja i mój młodszy brat, po 2-tygodniowym pobycie w szpitalu zostaliśmy zabrani przez siostrę mamy, która zdeklarowała się nami zaopiekować. Nasze mieszkanie zostało doszczętnie spalone, więc ja i mój brat zostaliśmy praktycznie bez niczego. U siostry mamy przebywaliśmy rok czasu aż do momentu, gdy zaczęły się kłopoty. Okazało się, że moje wujostwo również nadużywało alkoholu tyle tylko, że w ukryciu.
Mniej więcej w tym czasie Bóg zaczynał przemieniać moje serce, gdy zaczęłam czytać Pismo Święte i zapragnęłam przebaczyć mojemu ojcu. Ciotka wiedząc o tym, że mam zamiar wybrać się do mojego ojca na widzenie i zeznawać w sprawie, która miała rozstrzygnąć o jego dalszych losach (moje zeznania o tym, że mama miała romans, miały zadecydować o skróceniu wyroku) zaczęła traktować mnie jak swojego najgorszego wroga, nie odzywała się do mnie gdy wracałam ze szkoły, a gdy już się odezwała to tylko po to, żeby zmieszać mnie z błotem, lub powiedzieć, że jeśli zacznę spotykać się z ojcem to będę do końca życia gównem, którym rzekomo zawsze byłam. Pewnej nocy, gdy wujostwo popijało, więc nic do nich nie docierało spakowałam najważniejsze rzeczy moje i mojego brata i uciekliśmy do innej ciotki – tym razem siostry ojca.
Kolejny rok spędziliśmy u tej właśnie cioci na wsi. Niestety również tu na skutek problemów wychowawczych po roku czasu ciocia przestała odbierać telefony od naszego ojca i oddelegowała nas z listem pożegnalnym, z którego jedyną rzeczą, którą dziś pamiętam to, to że nie chce nas więcej widzieć na oczy.
Dzięki Bogu w tym właśnie okresie poznałam pewne małżeństwo z kościoła zielonoświątkowego, u którego coraz częściej gościłam ja, a później także mój brat. Po krótkim czasie znajomości Roma i Adam poinformowali nas, że Bóg włożył w ich serca pragnienie, aby się nami zaopiekować i wzięli nas pod swoje skrzydła do swojego domu, w którym było już czworo ich własnych dzieci. U Adama i Romy spędziliśmy około 2-lat.
Ja dzięki temu, że w porę się nami zaopiekowali mogłam ukończyć ogólniak zaczęty jeszcze, gdy byłam z rodzicami. Ogólnie to ciężko mi się było w tamtym czasie skoncentrować na nauce, bardziej interesowało mnie jak przeżyć i nie zwariować po tym wszystkim, co mnie spotkało. Adam z Romą sukcesywnie mi w tym pomagali.
Teraz myślę, że tylko Sam Bóg i sami oni mogą wiedzieć ile poświęcenia i zaparcia samych siebie to od nich wymagało. Godzinne rozmowy jak nie ze mną, to z moim bratem, ciągłe problemy naprawdę ciężkiego kalibru biorąc pod uwagę jak bardzo spaczoną psychikę musieliśmy mieć po tych wszystkich przeżyciach.
Ludzie często mówią „chwała Bogu, dlatego że mnie ukochał”, ale ja mogę powiedzieć „CHWAŁA BOGU, BO PRZEZ MIŁOŚĆ ADAMA I ROMY DO MNIE POKAZAŁ MI, ŻE MNIE KOCHA”. Dla ludzi takich jak ja, czyli ze środowisk patologicznych nie wystarczą same słowa – Jezus Cię kocha. Tacy jak my potrzebujemy, aby nam tę miłość pokazać wymiernie, czynami, a w moim przypadku tak właśnie się stało.
WIĘC DZIŚ MOGĘ POWIEDZIEĆ, BO TEGO DOŚWIADCZYŁAM – TAK, JEZUS MNIE NAPRAWDĘ KOCHA.  Amen.
Magda.